ja pierdole. kurwa. do chuja wafla. kawa z kurwa bitą śmietaną z kawałkami masła. zajebiście chce czegoś. tylko nie wiem czego. do cholery, dziecko, patrz z czego żyjesz!
właśnie. z czego żyję? czym się karmię? udaję. wszystko co ze mnie wychodzi to jedynie czcze słowa, czerstwe uczucia, których nigdy nie było, a zostawiły suchy ślad tęsknoty za prawdą.
co umiem? pięknie mówić, obiecywać, słodzić, być blisko. ale przecież tak naprawdę to nic nie daje. ileż można wałkować ten sam temat. nie robiąc niczego innego nie można spodziewać się rezultatów. no i to podejście nieudacznika. przecież to są straszne wizje.
coraz bardziej chcę zgodzić się na to, co w mojej głowie siedzi już od dawna. trzymają mnie tylko ludzie. trzy osoby. nie chcę się z nimi rozstawać... to takie dziwne, tak bardzo sprzeczne, pokłócone i splątane. a przecież wtedy byłoby prosto. co robić? powiesz mi? powiedz, proszę.