28 lutego 2012

jak nocą

 znów zastanawiam się skąd biorę na to wszystko chęci. już nie tylko siłę, ale ochotę, zapał, co sprawia, że mi się chce? czułam się, jakbym była maszynką do życia. taką, w której wrzuca się karteczkę z prośbą i ona tę prośbę spełnia. za tydzień, godzinę, natychmiast...tyle że nikt już nie potrzebuje takich maszynek. każdy ma swoje chęci i zapał... czy to już depresja? nie, przecież nie czuję smutku. nie czuję nic. a może na nowo przeżywam odrzucenie? wiesz, opowiem ci, jak było dawniej. dawno temu, w czasach, o których bardzo chcę zapomnieć, byłam bardzo szarym człowieczkiem. chciałam być fajna, dlatego opowiadałam różne głupoty, w które nikt nie wierzył. nie wiedziałam, że żeby być lubianą wystarczy być szczerą sobą. uważałam, że każdy ma coś, co sprawia, że jest popularny. też tak chciałam. ale nie wiedziałam jak to ugryźć... bardzo kombinowałam, pogrążałam się coraz bardziej. miałam nawet przyjaciółkę, ale ona pewnie pod wpływem innej, nowej koleżanki w klasie, przestała spędzać ze mną czas. to bardzo bolało, myślałam, że nie da się być bardziej samotnym w tak dużym gronie. a jednak. wszystko działo się w szkole. na oczach nauczycieli. widzieli moją samotność, nawet się z tym nie kryli. co gorsza, twierdzili że przecież od zawsze taka byłam, więc pewnie mi tak dobrze i muszę to lubić. godziłam się na to. nie byłam traktowana jako ktoś dziwny, nie wytykano mnie palcami, byłam indywidualistą. tylko ciągle dokuczała mi samotność. nie wiedziałam co mi jest, przecież wmówiono mi że jest dobrze. teraz, gdy mam dookoła ludzi, którzy mnie kochają nie mogę w to do końca i naprawdę uwierzyć. instynktownie odpycham ich, bojąc się odrzucenia. boję się o siebie, o swoje serce, stan psychiczny. łatwiej jest mi nie mieć nic, niż mieć dużo i to wszystko stracić. wiem co powiesz. że przecież wyglądam normalnie, troszczę się i kocham. tak, to wszystko prawda. nauczyłam się kochać i martwić o ludzi których polubiłam. powiesz, że przecież mówiłam że ci ufam, że przecież będziesz i mnie nie zostawisz dopóki starczy ci sił... tak, ufam ci. jestem tylko trochę zagubiona w tym wszystkim. lęki z dzieciństwa wracają do mnie co jakiś czas i straszą mnie po nocach albo wieczorami, kiedy wracam do domu po spotkaniu z tobą. co mówisz? że przecież jestem silna? być może. czym się karmię? tym, że jestem jednak do czegoś potrzebna, że mogę się przydać...

dlaczego ciągle tu jestem?
po co żyję?
powiedz mi, proszę...